Le carrousel des émotions

Pewnie gdyby nie ten film, to ta strona w ogóle by nie istniała. Ja bym pisał teksty, a nie chwytał za kamerę.

Karuzela emocji powstała trzy lata temu na konkurs Screen&Sound Fest. Let’s the music. Miała szansę nie powstać, bo w tamtym czasie pracowałem nad inną wizualizacją na ten sam konkurs. Dokładnie animacją o Powstaniu Warszawskim. Organizatorzy przedłużyli jednak czas na składanie prac o tydzień i tak powstał ten film. Nagrywany telefonem komórkowym, wymyślony w kilka minut w pociągu, kręcony w trzy godziny, montowany w dwa dni, a przygotowywany w trzy, z tanią szminką z supermarketu, herbatą zamiast whisky, biurowymi lampami jako oświetleniem. Spontaniczny i sztukowany do bólu. Ale wygrał nagrodę publiczności, więc who cares? 

Wtedy też pierwszy raz współpracowałem z Loczek Adrianną. Nie tylko na planie, ale też poza nim, gdy promowaliśmy nasz film. W ogóle, to chyba było jedno z ciekawszych doświadczeń w mojej filmowej przygodzie. Docieranie z czymś, co się stworzyło do osób, które chciałyby lub nie zobaczyć to. I potem porozmawiania z nimi. Co im się podoba, co sądzą, jak interpretują. Wydaję mi się, że bez tego każde coś, bo nie chcę tu używać słowa dzieło, które wychodzi spod naszych palców, jest martwe i bezsensowne. Zabrzmiało poważnie, ale przecież nie tworzymy tylko po to, żeby zaspokoić wewnętrzną potrzebę wyplucia z siebie genialnego pomysłu?

Tymczasem można się ze mnie pośmiać. Są nagrania, są taśmy z chwili, gdy odbierałem tę nagrodę. Stres ogromny, oślepiające światła i przemowa wymyślona na odcinku krzesło-scena. Pojawiam się w piątej minucie, coś bełkoczę, nerwowo mrugam okiem i poprawiam nieustannie rękaw koszuli.

Taśmy

Wizualizacja do obejrzenia również na YouTubie na kanale organizatora.

Youtube

Niedługo napiszę więcej o samym procesie produkcji Karuzeli emocji, wymyślaniu historii, szukaniu kontekstów czy uzyskiwaniu takiego efektu wizualnego, jaki uzyskałem.

In touch!